26 czerwca 2015

NASZ WIELKI DZIEŃ 13.06.2015

 Minęło, przeleciało z wiatrem.. było i już się nie powtórzy, euforia nadal unosi się w powietrzu, ten najwspanialszy dzień w życiu. Właśnie został zapisany w historii. 
Dlaczego tak szybko minęło? Dlaczego już się nie powtórzy ? Ja chcę przeżyć to jeszcze raz! Takie piękne chwile, momenty, będą dla mnie cenne niczym diamenty. 


Z pogodą trafiliśmy w sedno- najcieplejszy dzień w roku i to właśnie w Nasz Ślub. 
Piękna, słoneczna sobota, zero chmur na niebie. Śpiewające ptaki od rana zwiastowały, że pora wstawać i ruszać do fryzjera.

 A potem to już poleciało z górki.  Wróciłam, zjadłam, nim się obejrzałam i rodzina stanęła u progu mojego mieszkania, wszyscy się radowali i cieszyli się moim szczęściem,

 wybiła godzina 14:05 wszyscy krzyczą : Jadą, Jadą, Jada!

 Wtedy poczułam delikatny stres, który uciekł w momencie gdy zeszłam przywitać się z nim. Wtedy jeszcze narzeczonym, a dziś już prawie dwu-tygodniowym mężem.  Radosne przyśpiewki dj-ów pobudziły nawet sąsiadów do zejścia i radowania się z nami tym dniem.



Błogosławieństwo w domu, chwila rozmowy i pora było wyruszać do kościoła. 
Jechaliśmy najcudowniejszym pojazdem na świecie- jaki mogłaby sobie wymarzyć każda kobieta.  Kareta kopciuszka z pięcioma końmi.
  Czułam się właśnie w niej tak jak w tych bajkach, piękna, cudowna! Grająca muzyka z karocy dopełniała cudownej atmosfery.  Wejście do kościoła oczywiście było standardowe.. weszliśmy razem, przed nami dwójka maluchów niosąca bukiecik i obrączki. A za nami świadkowie.

Mimo, że wszyscy goście bacznie nas obserwowali to nie miałam stresu idąc przez ołtarz- tak samo jak i przy przysiędze. To był najpiękniejszy moment całej uroczystości. Patrzyliśmy sobie głeboko w oczy, ściskaliśmy się mocno za rękę.
Mąż mial cały czas w oczach łzy, nie wierzył, że jego największe marzenie właśnie się spełnia. Uświadomił to sobie gdy goście zaczęli bić nam brawo!



Po mszy oczywiście życzenia i pojechaliśmy na salę weselną. 


 Po drodze ludzie nam machali, robili zdjęcia, nakręcali filmy ! Szkoda tylko, że nie miałam już cukierków aby nimi rzucać.

Kieliszki zbite, przez próg zostałam przeniesiona, gorzką wódkę osłodziliśmy i przyszedł czas na pierwszy taniec. 


Bańki, on i ja i wszyscy goście w dużym kółku- tak chciałam, by to wyglądało.
Nasza choreografia, którą sama wymyśliłam udała się w 90 % wszyscy byli w szoku, że zatańczyliśmy coś innego niż klasyczny walc.  I przyszedł czas na wspólną zabawę.

 Goście bawili się  świetnie, ja z mężem również. Tort,


 oczepiny, podziękowania dla rodziców- wszystko było po naszej myśli, następnie przyszedł czas na ostatni taniec na płytę weselną- więc zatańczyliśmy klasycznie, ale dzięki kochanym gościom którzy odpalili zimne ognie - było wyjątkowo ! 
Cała ceremonia minęła nam w mgnieniu oka, chcielibyśmy przeżyć ją jeszcze raz. Nie spodziewałam się, że to wszystko wyjdzie tak cudownie, będę tak dobrze się bawiła i w dodatku będę najszczęśliwszą Kobietą na ziemi. 


Kolejny punkt z listy rzeczy najważniejszych odhaczony :)
 aa co najważniejsze, Mąż był zachwycony moją suknią ślubną, był w 7 niebie jak mnie w niej zobaczył- w ogóle nie spodziewał się, że będzie taka. A ja noc przed ślubem płakałam,a raczej ryczałam, że mu się nie spodobam w niej. 


Byłam zła, że nie wziełam tandetnej księzniczki, w której wyglądałam beznadziejnie,ale pewnie to w takiej bym go urzekła- Ależ skąd ! Moja suknia to był strzał w 100! a nie 10-tkę .
Nie było osoby, która by powiedziała, że wyglądam źle, a wręcz odwrotnie dostałam setki pochwał. 


 Uff a anonimowe przepowiadanie pogody deszczowej się nie sprawdziły :0 A czy będziemy szczęśliwi ? Wszystko się okaże, jak na razie jesteśmy najszczęśliwszym małżeństwem na świecie i mamy nadzieję, że nikt tego nie popsuje.  


Życzymy wszystkim przyszłym nowożeńcom tak samo pięknej pogody jak nasza, oraz mówimy głośno  NIE STRESUJCIE SIĘ, BO STRES ZABIJA WASZ NAJPIĘKNIEJSZY DZIEŃ W ZYCIU- A ON NIGDY SIĘ NIE POWTORZY . KORZYSTAJCIE, TAŃCZCIE, BAWCIE SIĘ I ZAPAMIĘTAJCIE TEN DZIEŃ JAK NAJLEPIEJ.